|
czwartek, 09 lutego 2012
A jego smutna synapsa wyciągała się bezradnie w stronę drugiego neuronu, którego nigdy tam nie było;
nawet kiedy tuzin wygłodniałych glizd powziął postanowienie ulepszenia swoją obecnością jakości jego mózgu. Mamy oczywiście na myśli samotną, smutną synapsę Łukasza Warzechy, który w sposób typowy dla ludzi bardzo głupich usiłuje pokazać, że ma coś do powiedzenia, padając przy tym ofiarą efektu Dunninga-Krugera: że pozwolimy sobie przypomnieć, jest to zjawisko, które polega na tym, że osoba naprawdę bardzo głupia nie jest w stanie ogarnąć rozmiaru własnej ignorancji, ponieważ jest właśnie za głupia; gdzieś niżej mamy o tym notkę w kontekście Przewodasa, jednak nie chce nam się jej teraz szukać. Warzecha jest właśnie taką osobą, tępym koczkodanem srającym na kupę palmowych liści w nadziei obalenia drzewa: czy coś. Nie ma to oczywiście zupełnie znaczenia, nie ma też sensu dyskutować z kimś, kto jest tak ograniczony: i tak nie zrozumie nawet, o co nam chodzi, bo jak każdy niewiarygodnie tepy kretyn, kiedy patrzy w lustro, widzi dziwki, fajki i pomnik Ziemkiewicza na Krakowskim Przedmieściu. W gruncie rzeczy, ludziom tak głupim jak Łukasz Warzecha należało by się współczucie, należało by pochylić się nad nimi z lekceważeniem i troską i trochę litością: jakkolwiek co najmniej częściowo swoje groteskowo durne wyziewy emitują ku uciesze tłumu niedomytych, rechoczących troglodytów, to jednak częściowo są po prostu za głupi, żeby umieć robić coś innego. Nie pozwala nam na to jednak ich (także jego, Łukasza Warzechy) twarze zadowolonych z siebie durniów, rybio-szkliste, bezmyślne spojrzenia ludzi, którzy nigdy w życiu nie pomyśleli i nigdy niczego się nie nauczyli, tępe uśmiechy idiotów, w których mózgoczaszkach znajduje się samotna synapsa, tuzin wygłodniałych glizd w formie przetrwalnikowej i cztery galony lepkiego wilgotnego gówna. Głupota Warzechy uwidacznia się zwłaszcza wtedy, kiedy jest jakaś okazja, czyli właściwie zawsze, bo brak okazji w percepcji kogoś, kto ma dwa neurony i jedną samotną synapsę, też może stanowić okazję. Na przykład, trzeba (tak naprawdę nie trzeba, ale świat osób z samotnymi synapsami podgryzanymi przez glizdy jest światem wyborów pozytywnych) wypowiedzieć się o literaturze. Czy ma się coś do powiedzenia na ten temat? Oczywiście, nie ma się, ale jeśli jest się Łukaszem Warzechą, koncentrując się na samych pozytywach (nowa notka, jupi!), łatwo dojśc do absurdalnego wniosku, że się ma. Czym dla idioty pokroju Warzechy jest literatura? Łatwo przekonać się, że tym samym, czym jest dla pewnej posłanki PiS: otóż, jest niezwykła, urokliwą i bardzo emocjonalną poezją ulotek wyborczych, na których spasiony wąsaty grubas z błyszczącym czołem nadyma się poważnie, wykrzywia zalotnie kartoflany nosek, dając przykryć się z góry filuternemu napisowi w czerwono-białej czcionce Comic Sans, który głosi, Razem do Lepszej Polski! Poniżej wąsów płynie Wisła, po brzegach rosną wierzby, na dole małymi literkami dopisano, Ulotka sponsorowana przez Komitet Ochrony Życia "Małe Stópki" !!! Nasze specjalne breloki już od 4,99, Dzieciątko Jezus już od 5,99 !!! Nie da się ukryć: jest to literatura prostego i czytelnego komunikatu, nie do przecenienia, kiedy jest się skończonym, zasmarkanym idiotą, który nie może zrozumieć zdania dłuższego niż przeciętne wyborcze hasło, chyba że co sto słów pojawia się co najmniej raz słowo "Ojczyzna", "zdrajcy", "Honor", "Naród" lub "Pan Jezus". Tylko w ten sposób możemy wytłumaczyć szczere, ale jakże głupie, jak groteskowe, absurdalne i bezmyślne oburzenie dziewiętnastowiecznych dinozaurów i prehistorycznych troglodytów, że Szymborska ~*ośmielała się*~ zajmować czym innym, niż pisanie na ich zamówienie nudnych politycznych ulotek i pamfletów. Oto Warzecha:
Tak jak każda osoba dysponującą minimum zdolności kognitywnych, minimum przekraczającym zakres zdolności kognitywnych płazińca lub obleńca, jesteśmy w stanie odróżnić dwa zawody: "bojowniczki" i "poetki", dyferencjacja, której, jak widać, Warzecha przeprowadzić nie jest w stanie. Należało by jeszcze dodać: osobie, która za banał uważa Życie, a dla której ważna jest polityka, smętne popierdalanie poważnych panów w źle dobranych garniturach przy źle dobranej widowni na źle dobrane tematy i milionych innych rodzajów żałosnego pierdolenia, i to pierdolenia uważa za sens i zawartość człowieczeństwa, należy się wyłącznie pogarda, pogarda i nienawiść. I współczucie, ale w przypadku Warzechy ewidentnie jest już na to za późno.
środa, 01 lutego 2012
***
Jestem zajęta i nie ma mnie, więc w międzyczasie proponuję popatrzeć sobie na uroczy zwiastun "Hakuja-den", pierwszego pełnometrażowego kolorowego japońskiego filmu animowanego z 1958 roku. Pierwsze kilka minut szef Touei, Ookawa Hiroshi, przechwala się pierwszością i nowoczesnością filmu; dla samej twarzy Ookawy srsly warto popatrzeć. (Warto w ogóle obejrzeć sam film: wspaniale opowiada o tym, jak religia niszczy wszystko)
sobota, 14 stycznia 2012
-
Przed trzecią randką dzwoni do ciebie i mówi, tylko nie wkładaj tej białej bluzeczki, strasznie grubo w niej wyglądasz. Przez ułamek sekundy myślisz sobie, co za chamstwo, ale zaraz przypominasz przecież sobie, że faktycznie, w białym nie wyglądasz zbyt korzystnie, że od czerwca, kiedy przerwałaś z lenistwa czy braku czasu dietę, nadal masz do zrzucenia zbędne trzy kilo czy coś, że wreszcie w sumie to miłe, że można tak bez kłamstwa, bez fałszu, bez zbędnych ozdobników i tak wprost, to takie odświeżające w czasach, kiedy nikt nie mówi tego, co myśli, prawda? No i, co najważniejsze; przecież mówi tak, bo chce dla ciebie dobrze, prawda? Nie ma się co obrażać. Nie wkładasz białej bluzeczki, a następnym razem, kiedy idziesz na zakupy, w ogóle nie kupujesz nic białego. *** Rano rozlewasz przez przypadek kubeczek jogurtu owocowego na blat kuchenny, po prostu nie zauważasz, że wieczko było pęknięte po prawej na górze. Strasznie nie lubisz być taka nieuważna, no i ten nieporządek potem, po co dokładać sobie niepotrzebnie roboty, przed chwilą właśnie skończyłaś sprzątać; ale jego to bardzo śmieszy. Trzy razy powtarza, jaką jesteś niezdarą, klepie się po kolanach, a wieczorem powtarza to samo znajomym przy kolacji. Jest ci trochę wstyd i czujesz się niezręcznie, wolałabyś już tego nie słyszeć, powtarzanego tyle razy, ciągle, ale w sumie, czy nie ma racji? To przecież przez twoją nieuwagę, musisz się bardziej starać. Gdybyś nie rozlała tego jogurtu, to nikt by się z ciebie nie śmiał. Kiedy wracacie do domu i pomaga ci zdjąć korale z takim małym, zacinającym się zapięciem, mówi ci, że co ty byś bez niego zrobiła, no co. *** Wychodzisz z łazienki, wasz komputer stoi na biurku, włączony, tak jak go zostawiłaś, i jeszcze: chyba czyta twoje mejle. Szybko zastanawiasz się, czy nie napisałaś czegoś niemiłego, czy nie narzekałaś za bardzo, ale nie wydaje ci się: ostatnio z koleżanką z pracy skarżyłyście się trochę na stres, pisałaś, że boli cię głowa: czy nie brzmiałaś wtedy jak stara jędza, wiecznie niezadowolona? Trochę ci głupio, że zobaczy wszystkie te rzeczy, których trochę nie chciałaś pokazać, ale przede wszystkim dręczy cię niepokój, bo przecież nie pamiętasz już nawet, co tam było napisane, miesiąc czy dwa miesiące czy rok temu; może tam są mejle od lekarki, może nawet narzekałaś na niego tak, że jemu teraz byłoby przykro, nie chcesz, zeby było komukolwiek przykro, nie chcesz, żeby to zobaczył. Stoisz w drzwiach i zastanawiasz się co powiedzieć. Odwraca się do ciebie z uśmiechem i mówi, przecież nie mam przed tobą żadnych tajemnic. Prawie chciałaś coś powiedzieć, ale tracisz impet, bo wiesz, że to nie jest prawda. Następnego dnia przynosi kwiaty i idziecie na romantyczną kolację. Zupełnie o wszystkim zapominasz. *** Budisz się i ogarnia cię niepokój. Coś nieprzyjemnego śniło ci się w nocy, boli cię głowa, myślisz, że nie chcesz właściwie wcale wstawać. Boisz się wstawać. Myślisz, wszystko mogę zrobić tylko źle. Z drugiej strony, nie zrobić niczego: to też będzie zrobieniem wszystkiego źle. Zastanawiasz się, czy nie powiedzieć czegoś, ale czujesz, że nie możesz, bo powinnaś być wdzięczna, że on nadal jest przy tobie, mimo że rano nie możesz wstać i boli cię głowa, i boisz się trochę, co powie, kiedy zaparzysz herbatę i troszkę poleje ci się na ceratę, to przez ten stres w pracy, ostatnio ciągle trzęsą ci się ręce; powinnaś być wdzięczna i nie sprawiać kłopotu. Powiedziałabyś coś mamie, ale ostatnio niezbyt się dogadujecie, bo mama nie znosi jego; nie rozumiesz czemu. Wstajesz i idziesz pod prysznic. On jest przecież wspaniałym człowiekiem. Kto by cię chciał, gdyby on cię zostawił. Byłabyś już zawsze sama. Bez niego byłabyś niczym. *** (link) (znakomity artykuł o mechanizmach i schematach w przemocy psychicznej) (płeć bohaterów wybrana wyłącznie dla statystycznej wygody i tylko tam, gdzie nie udało uniknąć się rodzajów) PS. Koleżanka, której pokazałam szkic, powiedziała, że powinnam zrobić zastrzeżenie, że mnie to nie spotkało, zanim usłysze wyrazy współczucia. Otóż mnie to nie spotkało, ale mogło spotkać, podobnie jak każdego z was, waszych przyjaciół/ek, znajomych, członków rodziny: warto zachować czujność i pamiętać, że to nie wina ofiary, wobec której trzeba być wspierającą, cierpliwą i nie okazywać frustracji. PPS. Szukam książki o statystykach w wypowiedziach kobiet i mężczyzn, to może chwilkę potrwać, ale pamiętam! PPPS. To miała być zupełnie nie ta notka dziś, cóż.
wtorek, 10 stycznia 2012
Wyznania
Drogi Internecie stało się, czas się przyznać: nie umiem mówić miłych rzeczy. Dziesięć lat używania "uroczy", "rozkoszny" i "słodki" jako obelg wydało wreszcie swój (zatruty!) owoc. Nie umiem, nigdy w życiu nie powiem już nic miłego, wszystko, co przychodzi do głowy, brzmi jak kiepska literatura albo gorzej. Przez chwilę zastanawiałam się czy nie ma jakiegos prostego, racjonalnego a zarazem efektywnego sposobu (na przykład: w jednym słupku części ciała, w drugim włascicielki, w trzecim przymiotniki: połączyć randomowo liniami, generować zdania, na przykład: Szprota - nereczki - prześliczne: ale nie wyglada to jak coś, co może przynieść rezultaty, tzw. pożądane, tzn. inne niż morze groteski - w mojej głowie - i ocean pogardy - w głowach komplementowanych) mówienia miłych rzeczy? Jak inni to robią? Nature vs nurture: z pewnością to kwestia wychowania: matula zawsze powtarzała, że jeśli nie ma się nic niemiłego do powiedzenia, lepiej milczeć, a babunia często upominała nas znad garnka kompotu z gruszek, że kiedy mówi się ludziom miłe rzeczy, tylko sobie potem nawzajem zazdroszczą, a więc, kwestia wychowania, które, przede wszystkim, miało uwrażliwić mnie jako odpowiedzialnego człowieka i uczciwą obywatelkę na negatywne społeczne skutki mówienia rzeczy miłych. Jednak matula i babunia sztukę mówienia rzeczy miłych same wyniosły ze swoich niepostępowych domów; łatwo im było prawić kazania, kiedy w tle ich własnę dzieciątka tarzały się po podłodze jak kilka grup Laokoona, z miotłą i szczypczykami, w nieustającej walce o pochwały i komplementy. Ktoś musiał w końcu to powiedzieć, więc przerwałam milczenie.
poniedziałek, 09 stycznia 2012
ostatnio wszyscy tak coś od siebie piszą to ja może też -
- ponieważ naszła mnie dziś refleksja, kiedy z głośników Rihanna, a ja miotałam ciężarek (2kg), rojąc sobie po cichu, że chrześcijanie dla lwów (nienawiść stanowi dużą część również mojego życia prywatnego). Otóż: nie lubię kobiet, którym się nie podobam. Jest tak dlatego, że w znacznym stopniu nie przywykłam nigdy do dzielenia przetrzeni życiowej z ludźmi, których poglądy na sprawy fundamentalne, a zarazem oczywiste (aborcja, eutanazja, czy jestem ładna), są błędne. Poza tym, nie lubię ludzi, którzy uważają, że jestem arogancka, za to że tak po katolicku nienawidzą bliźniego swego jak siebie samego. Nic więcej nie mam tak od siebie, ponieważ jestem kobietą prostą. (Zastanawiałam się przez moment, czy nie wyśmiać którejś z trzech chłopięcych notek o WOŚP, pełnych whitewhine'u, z których najśmieszniejsza była ta, w której główny bohater nie mógł zrozumieć, że przez kilka godzin nie był w centrum uwagi, a ludzie dookoła bawili się, jak to, a ja ja ja; ale w sumie nie chce mi się, i tak wszyscy wiedzą, kto nie ma racji, kto jest winien NGOizacji i tak dalej, helou, nie jesteśmy dziećmi)
sobota, 31 grudnia 2011
na nowy rok
kilka książek o kobietach, które były do przeczytania na 2011/2012, ale właściwie skończyły się już (razem z pieniędzmi ;_;): - Vicinius Martha, Intimate Friends: Women Who Loved Women, 1778-1928 - pamiętnik Anne Lister - Mavor Elizabeth, The Ladies of Llangollen: A Study in Romantic Friendship - Hayashi Fumiko, Hourouki - Benstock Shari, "Kobiety z lewego brzegu" - Osaki Midori, WSZYSTKO nie mam jakiegoś planu, ale wszystkie bardzo warto przeczytać. *** Ulubiona piosenka mojego instruktora od zumby, na którego pupkę laski z damskiej szatni bardzo chętnie spoglądają, kiedy jest w ruchu i w obcisłych spodenkach, jak jabłuszko, jak mówią, to piosenka o nieszczęśliwej miłości heteroseksualnej, a w refrenie powtarza się ciągle "she ruined my life" i zawsze sobie wtedy myślę: no mam nadzieję! *** szczęśliwego nowego roku &misandry forevar
czwartek, 17 listopada 2011
Katolik czyta, czyta, czyta
Katolicy znani są jako osoby dysponujące fascynującą umiejętnością klasyfikowania nigdy wcześniej nieprzeczytanej fikcji jako fikcji lub jako prawdziwej fikcji: tak tak, nie nie, "Pulpecja" versus "List do Efezjan"; tak to w skrócie działa. Dokładniejsze zbadanie tego niezwykłego fenomenu pozostawię Nauce, sama tymczasem zajmę się drobnym, mało znaczącym zjawiskiem w świecie polskiego czytelnictwa: katolikiem, ktory, lajk, akszuali Czyta.
Nie, tak naprawdę to jest katolik, który Ogląda. Inny katolik, który ogląda, pisze poniżej:
W młodości o mało nie zostałam forensic linguist: moje super skille, powstałe wiele lat temu wskutek przeczytania Introduction to Forensic Linguistics pozwalają mi sądzić, że młoda osoba, podpisująca się niewiele (mi) mówiącym nickiem "davenia" prawdopodobnie uczestniczyła (bądź chciała uczestniczyć) w pewnym zeszłotygodniowym marszu, ramię w ramię z nieustraszonymi rycerzami, których największym wrogiem jest bruk. Dodatkowo, zastosowanie technicznej terminologii, jak "zdradza (...) swoją rasę" sugeruje co najmniej częste stosunki towarzyskie z pewną grupą młodzieży, wyrożniającą się dyplomem z prawa, politologii lub historii, przywiązaniem do tradycyjnych wartości (Bóg, przemoc, rozpierducha) oraz charakterystyczna fryzurą - łysiną. *** Zadanie Czy Legolas, przyjaźniący się z Gimlim, było nie było krasnoludem, jest zdrajcą rasy czy nie? Odpowiedź uzasadnij w trzech akapitach, posługując sie wybranym fragmentem "Mein Kampf". *** Inny katolik oddaje się refleksji nad stanem duszy; jest to prawdopodobnie Inna Czynność Seksualna, jakiej z pasją oddaje się wielu członków fundamentalistycznych sekt w ciemne zimowe dni:
Nie wiem, jak chorą trzeba mieć duszę, żeby rozprawiać jak powyżej, ale czy katolik Oglądający zatrzymał się chociaż na chwilę, żeby zastanowić się, czemu z taką pasją atakuje fikcyjną ciążę nieistniejącej kobiety z mitycznym demonem? Prawdopodobnie nie. Bardzo nas to zasmuca. Tymczasem, katolik przechodzi bez zastanowienia do potępienia wielokutlurowości w fantastyce:
Bardzo dobrze rozumiem uczucie alienacji tego katolika, ponieważ to, co on chciałby oglądać, jest dla mnie jeszcze bardziej obce kulturowo niż jakieśtam gotowanie małpy (kiedyś, kiedyś koniecznie muszę spróbować), na przykład pewnie chciałby oglądać jakichś brzydkich mężczyzn w czarnych sukienkach, którzy palą ludzi, ale nie po to, żeby ich zjeść, ale po to, żeby przekonać ich, że żydowski cieśla, który został zombie wiele setek lat temu, nadal krąży po świecie; nic tak nie przekonuje, jak zapach palącego się własnego mięsa. Odrażające. Ale przejdźmy wreszcie do katolika Czytającego. Oto "GrzegorzHP" (fan Harry'ego?):
Oto Grzegorz, który prawie przez chwilę pomyślał, że homoseksualiści są ludźmi! Jak wielki musiał być jego ból, jak wielkie rozterki! Uważna czytelniczka zauważy jednak coś jeszcze ciekawszego: na czym, zdaniem katolika, polega "promocja homoseksualizmu", oto jak pisze Grzegorz:
a więc: promocja homoseksualizmu polega na pokazywaniu, jak homoseksualiści są biedni i dyskryminowani. Wiele mówi to o mentalności katolika, którego człowieczeństwo zostaje potwierdzone dopiero wtedy, kiedy ktoś go prześladuje. Zapamiętajmy to i prześladujmy katolików częściej: pozwólmy im także poczuć się przez chwilę ludźmi!
RZECZYWISTOŚCI. Hihi. Btw, czytałam taką książkę, o magii w średniowiecznej Polsce: zupełnie nie pamiętam autora i nie chce mi się szukać jej na półce, ale pamiętam dokładnie, że jakkolwiek w średniowieczu rzadko kwestionowano istnienie magii jako takiej, to jednak kościół katolicki potępiał wszystkie jej rodzaje. Czy Grzegorz byłby rozczarowany? Być może. To jednak nie koniec trybulacji Grzegorza:
Gdyby Grzegorz poszedł spać, zamiast czynić nad ranem znak krzyża, ten "dziwny ciężar" mógłby zniknąć znacznie wcześniej. Co wszystkim polecam! Dobranoc.
środa, 02 listopada 2011
coś czego nigdy nie będę rozumieć
lo, oto zatroskana Matka Sześciorgu z Troska spogląda na małżeństwa zagrożone Rozpadem, zaczynając od b. efektownego cytatu, który pozwolę sobie:
To jak, cytat z gatunku samonapędzających się: czytelniczka wydaje z siebie przez chwilę bulgoczący odgłos podobny do sygnałów dźwiękowych emitowanych przez najedzone niemowlęta, blednie lekko na myśl o małżeństwie "moim i twoim" (po moim trupie, ale lepiej twoim, negl) i idzie dalej: jest piękny dzień, kolejny atak na rodzinę i tradycję zakończony sukcesem, w Brukseli już szykują kontyngenty okupacyjne, dos-ko-na-le. Troska jednak ma to do siebie, że nigdy nie kończy się na jednym cytacie:
O, radości, święta przyszły wcześnie w tym roku. Tu jednak pojawia się to, czego nie rozumiem tak bardzo, że jak patrzę na pochylających się z troska na Rodzinę i czekające na nią Zagrożenia, to aż sama nie wiem, jak nazwać uczucie głębokiej alienacji, wiosennej radości i gorzkiej pogardy? Siódmy zmysł! Jeśli bowiem małżeństwo zagrożone przez Cywilizację Śmierci i jej Czterech Jeźdźców: Rozpustę, Rozpasanie, Permisywizm i Związki Partnerskie jest tak cenne i wyjątkowe, to czemu utrudnia się kończenie małżeństw a nie ich zawieranie? Żeby zawrzeć małżeństwo przeciętnej parze heteryków, od strony formalnej, potrzebne jest mniej więcej to samo co przy zakupie flaszki: dowód osobisty. Czemu tradycyjne, biblijne małżeństwo nie jest trudniejsze do nabycia niż flaszka? Dalej: wsiadając do pojazdu, kierowca musi liczyć się z tym, że zatrzyma go randomowo policja i sprawdzi, czy nie nie znajduje się pod wpływem alkoholu; jeśli znajduje się, zostanie ukarany. Czy osoby zawierające małżeństwa są poddawane kontrolom na obecność alkoholu we krwi, najpierw przed wejściem do USC a potem randomowo w trakcie małżeństwa? Nie? W takim razie czemu? Czy tradycyjne, biblijne małżeństwo nie jest czymś ważniejszym niż zwykłe prowadzenie samochodu? Dalej: znowu kierowca, jeśli zrobi coś niemądrego na drodze, raczej może liczyć, że przyjdzie policja i zabierze mu pieniądze, punkty karne, prawko a wreszcie wolność przemieszczania się z miejsca na miejsce również pieszo. Czemu żadna władza nie czuwa nad świętością Tradycyjnego, Katolickiego Małżeństwa? Gdzie mandaty za nieodebranie dzieci ze przedszkola i zdradę? Gdzie punkty karne za niewynoszenie śmieci? Czemu nie jest odbierana wolność pozostawania w małżeństwie na własnych dwóch nogach i krześle w przypadku na przykład uderzenia małżonki? Czy tradycyjne małżeństwo nie jest czymś ważniejszym, o poważniejsztch konsekwencjach społecznych niż prowadzenie samochodu? Dalej: jeśli chcę zostać, na przykład, tłumaczką, będę musiała przypuszczalnie skończyć jakieś studia, być może nawet zdać jakieś egzaminy językowe poza studiami. Czy para heteryków, zawierająca małżeństwo, nie podejmuje znacznie poważniejszej decyzji niż decyzja o zostaniu tłumaczką? Czemu wobec tego nie muszą studiować co najmniej 4-5 lat i zdawać egzaminów na koniec każdego semestru? Czy powołanie do małżeństwa nie jest czymś piękniejszym i wznioślejszym niż powołanie do tłumaczenia oferty handlowej firmy sprzedającej liczarki monet? Czemu tak łatwo zawrzeć małżeństwo, jeśli jest takie ważne, i czemu tak ciężko je zakończyć, jeśli jest takie ważne: czy Tradycyjne, Biblijne Małżeństwo nie powinno byc bardziej elitarnym klubem dla wąskiej grupki 20-30 tysięcy katolików, najlepiej tylu, ilu prenumeratorów ma "Fronda", podczas gdy reszta ludzi robi sobie, co chce? oh wait No i potem:
Umm, nie wiem, czy wszystkie rodziny oparte na Tradycyjnym, Katolickim Małżeństwie będą miały szanse pozyskać, pardon, ~*zaprosić*~ Jezusa do swojego związku, a jeśli nawet, to pewnie nie tą samą drogą, co Święta Rodzina, lol, ale Mam Nadzieję i modlę się za was, chociaż jesteście skazani na totalną klęskę oraz, like, srsly, zamiast zapobiegać rozwodom powinniście zapobiegać małżeństwom(1). Bo nic tak nie cieszy jak ludzkie nieszczęście. (1) Proponuję prosty zestaw testowy dla potencjalnych małżonków: - czy umieją zawiązać sznurówki - czy umieją włączyć piekarnik - czy umieją zrobić sobie herbatę - czy umieją rozwiązać prostą krzyżowkę etc.
poniedziałek, 31 października 2011
no1curr ale
Czytam sobie książkę, po japońsku, o literaturze popularnej: jest mi w ograniczonym stopniu potrzebna, siedząc sobie z kawką rano, mogę generować złudne poczucie, że nie tracę czasu. Niestety! W książce znalazła się pewna liczba smutnych, bardzo smutnych artykułów o zachodniej kulturze popularnej napisanych przez zachodnie stypendystki. Artykuły są smutne, (tak uważam, alternatywą jest tylko zła wola:) ponieważ stypendystki po raz pierwszy znalazły się w miejscu, które uznały za obce, gdzie to one były obcą a nie domyślną formą życia, wobec czego poczuły przymus wyjaśniania i usprawiedliwiania swojej obecności tam i w ogóle wszędzie, wobec czego zaczęły tak strasznie pierdolić. (myślę, że to jeden z tych momentów, gdzie warto się zastanowić: czy ja też tak nie pierdolę/pierdolnę kiedyś? zło jest w nas) CASUS 1 Amerykanka, Amanda - nie chce mi się wracać do książki, żeby szukać nazwiska. Amanda bardzo kocha swój kraj, dlatego na pierwszej stronie swojego artykuły o "Harrym Potterze", który nawet nie jest książką, prawda, amerykańską, Amanda pisze "Ameryka" ponad 10 razy. LOL! NEGL, nie skończyłam tego artykułu, ponieważ jest napisany tak skandalicznie bełkotliwą i niekomunikatywną japońszczyzną, że uważam za skandal, że w ogóle został wydrukowany, ale już na tej pierwszej stronie Amanda daje wspaniały pokaz, czym może być protekcjonalny i rasistowski zachodni feminizm Ja-Mam-Lepiej(1). Jest jasne, że Amanda uważa, że Ma Lepiej niż kobiety, z którymi pracuje codziennie, będąc na stypendium: chwali się na przykład, że ponad 50% studentek college'ów w USA to kobiety: oczywiście, nie pisze nic o tym, ile procent kobiet te college kończy, a właśnie w momencie kończenia college'ów ta różnica prawie się wyrównuje (zgadnijcie czemu?), a na studiach doktoranckich jest oczywiście procentowo więcej mężczyzn. Amanda nie pisze też o tym, że te chwilowe przewagi w udziale w populacji studentów nijak się nie przekładają na przykład na wyrównanie płac kobiet i mężczyzn, gdzie nadal istnieją dwucyfrowe różnice. Nie będę nawet już nic o następnym paragrafie, w którym Amanda pisze, że współczesne amerykańskie licealistki czytają książki o współczesnych amerykańskich bohaterkach, które są silne, niezależne, ciekawe świata i odważne tak jak współczesne amerykańskie licealistki. LOL. Twilight, anyone? CASUS 2 Francuzka, Laura, gorąco wierzy w nieograniczone moce francuskiego ministerstwa edukacji, które od dziewiętnastego wieku wprowadza w szkołach ideały równości, świeckości i niedyskryminacji ze względu na rasę i płeć. Francuskie ministerstwo edukacji jest tak wszechwładne, że francuskie licealistki czytają głównie klasyków, a literatura dla kobiet czy dla nastolatek nie wykształciła się jako gatunek, ponieważ francuskie licealistki znają swoje miejsce i wiedzą, że powinna je zadowolić literatura pisana dla mężczyzn, przez mężczyzn, z punktu widzenia mężczyzn, gdzie opisane są problemy mężczyzn i tak dalej. Taka prawdziwa równość może istnieć tylko dzięki francuskiemu ministerstwu edukacji. Francuskie ministerstwo edukacji chroni także francuską młodzież przed złem globalizacji i "Harrym Potterem", stojąc na straży wielusetletniej francuskiej kultury i tradycji. Czyni to z takim powodzeniem, że, jak dowiadujemy się na następnej stronie, szczególną popularnością wśród dzieci i młodzieży cieszą się tacy autorzy jak L. M. Alcott, Jane Austen, Stephen King, siostry Bronte, Paulo Coelho. LOL! W tym momencie pomyślałam, że już wolę pracować; dlatego takie artykuły są bardzo cenne i pożyteczne. (artykuły, o których mówię, można znaleźć w książce 『(少女小説)ワンダーランド』pod redakcją Satoko Kan) (1) Uważam, że to fascynujące, jak często białe, zachodnie feministki podchodzą do tematu równouprawnienia kobiet w krajach niezachodnich z olbrzymią protekcjonalnością, lekceważeniem i patronalizmem i właśnie z tym poczuciem że "my mamy lepiej". Szczególnie fascynuje mnie to na przykład u polskich feministek (i nie tylko, np Joanna Bator), które tak chętnie piszą o tym, jak bardzo Mają Lepiej niż te biedactwa (tutaj pełne fałszywego współczucia i nieskrywanej radości załamanie rąk), chociaż, prawda, to one żyją w kraju, gdzie nie mogą sobie legalnie zrobić aborcji. Jak, długo mozna dyskutować o tym, kto gdzie i w jakiej kwestii Ma Lepiej, ale to nigdy nie jest takie proste. ETA literówki
niedziela, 23 października 2011
Towarzysze, towarzyszki
Zbliża się zapowiadana przed rokiem ponowna blokada marszu faszystów przez Warszawę, ale ja pamiętam nadal o obietnicy, jaka złożyłam Eliemu, i jaką Eli złożył mi, a która brzmiała
Pierwotny plan był taki: mieliśmy w maju, jeszcze wiosną, jak tylko zrobi się ciepło, wystawić kanapę w jakieś dobrze eksponowane miejsce i stamtąd blokować faszystów zanim zrobi to ktokolwiek inny. Niestety, ani w maju, ani później nie zrobiło się ciepło, wobec czego kanapa nie została wystawiona na działanie Elementów. Ufam jednak, że w tym roku Eli nie zdradzi razem ze mną ideałów prawdziwej lewicy kanapowej i zamiast iść marznąć na blokadę, nagrywając okazjonalnie Faszystów w Biegu, Faszystów w Ruchu, Faszystów w Marszu, Faszystów w Czasie Postoju, a także Faszystów w Czasie Posiłku i Faszystów w Objęciach w celach prześmiewczych, co ostatecznie jest dość monotonne, bo ile można nagrywać faszystów: oczywiście, póki starczy pamięci, ale otóż, mam nadzieję, że Eli nie zdradzi ideałów prawdziwej kanapowej lewicy i zamiast na blokadę pójdzie ze mną na kawkę, ewentualnie jednego, do jakiegoś lokalu z klimatyzacją. W ostateczności, jak sądzę, nie będzie zdradą ideałów Maja, jeśli na przykład pstrykniemy przez szybę jedną czy dwie fotki, na przykład Faszystów w Objęciach, a jeśli szczęście dopisze, może nawet Grupę Laokoona, składającą się z faszystów i biegnących na oślep członków Federacji Anarchistycznej, zderzających się z faszystami na tle malowniczego pejzażu miejskiego, który najpiękniejszy jest widziany zza okna, spod kocyka: tak wiele zmienia bowiem kontekst. A więc, do zobaczenia przez szybkę :*
|
Archiwum
O autorach
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Tagi
|